Kościół się trzęsie od black metalu - zdjęcie
16.12.13, 12:33fot.jorivando/sxc.hu

Kościół się trzęsie od black metalu

21

Black metal – krótkie ujęcie historyczne

Black is the night, metal we fight/Power amps set to explode/Energy screams, magic and dreams/Satan records the first note. To fragment utworu znanej brytyjskiej kapeli Venom, zatytułowany “Black Metal”. I chociaż to właśnie w tym kawałku niektórzy dopatrują się początku historii black metalu, muzycznie nie przypominał on ani trochę tego, czemu miał dać początek.

Przede wszystkim należy rozpocząć od tzw. pierwszej fali black metalu (BM). Można uznać, że miała ona miejsce w latach 80.; to wtedy powoli wykreował się styl, który później przejęły wszystkie grupy muzyczne nazywane później black metalowymi. Obok kapeli Venom, wskazuje się na duży wpływ duńskiego Mercyful Fate, szwedzkiego Bathory’ego oraz grupy Celtic Frost. Każdy z tych zespołów w jakiś sposób „przyczynił się” do powstania black metalu. Przykładowo, to, co dziś nazywamy corpse paint’em (malowanie twarzy na biało-czarno, tworząc różne wzory), zaczeło się od muzyków z Mercyful Fate.

Jednak „prawdziwy” BM zaczął się wraz z drugą falą black metalu, którą można umiejscowić w Norwegii. Kapele takie, jak Mayhem, Burzum, Darkthrone, Emperor czy Gorgoroth należą do klasyki „blacku”. Uformował się nowy gatunek muzyczny, charakteryzujący się surowym brzmieniem gitar, wokalem przypominającym skrzek oraz szybką perkusją (tzw. blastami). Warstwy liryczne były przesiąknięte nienawiścią do religii jako takiej, głównie do chrześcijaństwa, często nawiązywały do wątków satanistycznych. Muzycy wprost przyznawali się do mizantropii czy niechęci do świata w ogóle. Wydawać by się mogło, że teksty idealnie pasowały do mrocznej, przesiąkniętej złem, muzyki.

Niestety, na samej muzyce się nie skończyło. Początki lat 90. wiążą się z wieloma przerażającymi opowieściami. Znany Varg Virkenes, twórca jednoosobowego projektu Burzum, zabił „Euronyomusa”, muzyka Mayhem, za co został skazany na 21 lat więzienia. Ciekawostką jest, że wyszedł po 16 latach, w 2009 r. Oprócz tego, wraz z innymi muzykami, dopuścił się spalenia kilkudziesięciu kościołów. Wiadomo również, że muzycy obmyślali plan zniszczenia katedry Nidaros, wybudowanej w XII w. To tylko namiastka ówczesnego klimatu panującego wśród norweskiej sceny black metalowej.

Jeden z kultowych utworów black metalowych (przez niektórych uważany za „hymn” black metalu) nosi tytuł „Black metal ist krieg” (niem. black metal to wojna). W kontekście wydarzeń z Norwegii, zdaje się, że pasuje jak ulał.

Black metal dziś

Obecnie BM (jak zresztą praktycznie każdy inny rodzaj muzyki metalowej) grany jest na całym świecie, na praktycznie wszystkich kontynentach. Nie ma aż tak dużej liczby fanów, jak heavy, thrash czy nawet death metal. Można powiedzieć, że – w myśl zresztą założenia prekursorów gatunku – „siedzi w podziemiu”, i tam siedzieć powinien. Poczucie odrębności czy mentalnej izolacji to typowa cecha black metalowców, oczywiście w obrębie muzyki i całej mrocznej otoczki, jaką muzycy wokół siebie wytwarzają. Zazwyczaj, poza koncertami i albumami, które wydają, nie różnią się specjalnie od zwykłych ludzi. Ewentualnie stopniem wrażliwości (w przypadku black metalowców poziom wrażliwości jest zdecydowanie niższy) czy kontrowersyjnymi poglądami. Zresztą, przypominając sobie o wyczynach Norwegów, cieszyć powinien fakt, że mało

 kto poszedł ich śladami i nienawiść do ludzkości zostaje na poziomie tekstów piosenek.

Jeżeli chodzi o Polskę, możemy się „pochwalić” naprawdę sporą ilością kapel, które nie odstają poziomem od gwiazd z innych krajów. Wymienić wystarczy Infernal War, Massemord, nieaktywny już Thunderbolt, Furię, Arkonę, Mgłę czy Kriegsmaschine. Zespoły te – bardzo popularne na rodzimym podwórku – często wychodzą poza ścisły krąg fanów black metalu, przyciągając również osoby, które na co dzień nie mają styczności z gatunkiem. Niemniej jednak, koncerty nadal grywane są raczej w małych klub

ach muzycznych lub pubach, na co zresztą nikt się nie skarży. Przecież taki jest „klimat”.

Black metal – czy tylko satanistyczny?

Dyskusja na temat charakteru muzyki black metalowej nie należy do najprostszych. Czy BM to – oprócz warstwy muzycznej – pewien konkretny przekaz? Może połączenie obu? Większość „prawdziwych” fanów gatunku nigdy nie powie, że black metal to po prostu muzyka. Będą argumentować, że to coś więcej, wskazując na pewną nadbudowę, na którą składa się pewien styl i, przede wszystkim, teksty utworów. Ale czy faktycznie tak jest? Nikt nigdy nie zdefiniował, jaki dokładnie przekaz ma nieś

ć BM. Co więcej, mało kto kontestuje „black metalowość” kapel, które wcale nie są satanistyczne. Istnieje niemało zespołów, których teksty wykraczają poza utarty schemat black metal – satanizm. Śpiewają o czasach pogańskich, o mitologiach czy odwołują się do różnych systemów filozoficznych.

 


Innym argumentem, przemawiającym przeciwko zwolennikom utożsamiania black metalu z konkretnym przekazem, jest wskazanie na fakt, że, dla przykładu, zespołu disco-polo, który pisałby satanistyczne teksty i przyjął mroczny image, nikt nie nazwałby black metalem. Ktoś mógłby za

rzucić: „Okej, black metal to nie tylko teksty i image. Dopiero po połączeniu tego z odpowiednią muzyką możemy mówić o black metalu”. Jeżeli się na to zgodzić, wciąż pozostaje co najmniej kilkaset zespołów, które satanistyczne wcale nie są, a które są powszechnie uważa się za black metal.

Zapytałem jednego z muzyków BM (chciał pozostać anonimowy), co sądzi na temat dwuznaczności w definiowaniu black metalu:

Właśnie przez ową "dwuznaczność" istnieje wiele sporów na temat tego, czy dany zespół jest black metalowy, czy nie. Wg jednych black metal jest gatunkiem muzycznym, charakteryzujący się określonymi cechami, dla drugich jest to dodatkowo nierozłączne z pewnym określonym przesłaniem (często kojarzonym właśnie z antychrześcijaństwem czy np. wartościami narodowymi). To drugie podejście jest 

o tyle absurdalne, że zespołów grających black metal jest masa i tematyka tekstów jest naprawdę różnoraka, od depresyjnych, przez satanistyczne, do takich Nietzscheańsko-podnoszących-na-duchu. Te rzeczy zdają się być ze sobą sprzeczne, a jednak występują pod jednym sztandarem "black metalu". Dlaczego? Ponieważ ten jest właśnie gatunkiem muzycznym. Tak samo do tematu podchodzi strona "Encyclopedia Metallum" [największa na świecie internetowa encyklopedia muzyki metalowej – T.M], na kt

órej przy każdym zespole, który znajduje się w jej bazie danych, znajdują się osobne kategorie: "genre" [gatunek – T.M], gdzie wpisuje się np. black metal, oraz „lyrical themes” [tematyka tekstów – T.M], gdzie można wpisać dosłownie wszystko, łącznie z wartościami chrześcijańskimi. Zdaniem jednak tych, którzy są zwolennikami tej drugiej definicji black metalu, takie zespoły powinno określać się mianem "unblack metal", jako że stoją w opozycji do reszty gatunku.

Chrześcijański black metal 

Jeżeli zgodzimy się, że black metal nie ma narzuconej konkretnej tematyki, dlaczego nie mielibyśmy uznać chrześcijańskiego black metalu? Samo pojęcie chrześcijańskiego BM uważane jest za oksymoron zarówno przez wielu fanów BM, jak i wielu chrześcijan. Obie te grupy miałyby rację, gdyby definicja muzyki black metalowej faktycznie zawężała się do zespołów z wyraźnie antychrześcijańskim przekazem. Tak jednak nie jest.

Kilka lat temu powstał film dokumentalny, zatytułowany „Light in Darkness. Nemesis Divina”, poświęcony właśnie chrześcijańskiemu black metalowi. Anonymous, muzyk Mortification oraz Horde, uważany za jednego z prekursorów chrześcijańskiego black metalu, tak tłumaczy inicjatywę, którą podjął: „Chciałem zaoferowować społeczności black metalowej alternatywę, inny sposób patrzenia na świat”. Pilgrim, wokalista Crimson Moonlight, mówi wprost: „Black metal jest narzędziem, które można wykorzystać do szerzenia dobra lub zła”.

Jak widzimy, chrześcijański black metal istnieje i ma się całkiem dobrze. Zamiast krytykować muzykę metalową a priori, jak to czyni wielu chrześcijan (którzy zresztą wiedzy na temat muzyki metalej często nie posiadają), powinniśmy się zastanowić, czy nie możemy metalu wykorzystać właśnie do szerzenia dobra. Zwłaszcza wśród fanów black metalu, którzy są najbardziej zagubieni, gdyż toną w pustce i braku jakichkolwiek wartości. A że forma wydaje się nie być odpowiednia? Jak stwierdził św. Jan, „Duch tchnie, kędy chce”.

Tomasz Męcki

Artykuł pochodzi z nowego numeru Frondy (69), więcej możesz dowiedzieć się na pismofronda.pl.

Komentarze (21):

anonim2013.12.16 12:58
Każda muza może nieść w sobie dobre lub złe przesłanie. To kwestia muzyka. Osobiście zdecydowanie wolę 2Tm2.3, Armię czy Luxtorpedę niż niektóre łzawe piosnki "oazowe" (chociaż i tam zdarzają perełki) bo takowa przemawia do mnie silniej. Wszystko to rzecz gustu i wieku odbiorcy ;) A co do "black metalu" (o "death metalu" nie wspominając), za którym nie przepadam, to niestety kojarzy mi się z "obsceną" i satanizmem, nie mówiąc o wątpliwych walorach estetycznych.
anonim2013.12.16 13:39
Prawdą jest, że black metal technicznie (chodzi mi o partie gitarowe) pozostaje niejednokrotnie wyzwaniem, którego warto się podjąć. Sama partia instrumentalna pozostaje bez tekstu, więc moim zdaniem dla nauki można czasem zagrać sobie fragment nawet takiego Mayhem. Na pewno zespoły grające BM i dokładające chrześcijański bądź po prostu poetycki, neutralny teskt byłyby ciekawym nurtem... Wreszcie miłośnicy tego typu muzyki mogliby sobie posłuchać "swojego" brzmienia bez konieczności mimowolnego zbliżania się do diabła.
anonim2013.12.16 14:04
@ Częstochowski Poeta - Horde nie do końca był żartem. W każdym razie nie przypominam sobie, by ktoś wtedy mówił o żarcie. Podobnie dziś. A nawet gdyby był żartem był, to dał początek całej rzeszy lepszych lub gorszych, ale black metalowych zespołów chrześcijańskich (Antestor, Slechtvalk, Sanctifica, Shadows Of Paragon, Cromson Moonlight). Są też polskie zespoły unblack metalowe - np. Firethrone. Generalnie nie widzę przeszkód, by grać taką muzykę z chrześcijańskim przesłaniem.
anonim2013.12.16 14:07
@ Michalinka - jeśli ksiądz Posacki napisze, że trawa jest niebieska, to też tak będzie? Wystarczy przeszukać internet, żeby zobaczyć, ile jest takich zespołów (zwłaszcza w krajach Ameryki Łacińskiej). A czy to nazwiemy chrześcijański black metal, czy unblack metal, to kwestia wtórna.
anonim2013.12.16 14:52
forma jest niezależna od treści, dobre przesłania mogą występować w "złej" formie, a złe w "dobrej"; niewątpliwym plusem muzyki ostrej jest to, że jest buntownicza i wyraża niechęć do kłamstwa i tandentności, która nas otacza; a to jakie przekazuje lekarstwo na rzeczywistość (destrukcyjne czy kontruktywne, socjalistyczne czy kapitalistyczne) jest kwestią tekstów, które zależą od tekściarza; często te teksty są całkowicie niezrozumiałe, więc można spokojnie się skupić na muzyce i nadać jej swój WŁASNY przekaz
anonim2013.12.16 15:02
To może Arka ks.Gila
anonim2013.12.16 17:11
Polacy nie gęsi, też swój metal mają, taki niemal swojsko-ludowy :) http://oscypherion.w.interia.pl/
anonim2013.12.17 0:36
Black i death metal to ekstrema muzyczna, w której podstawę wpisany jest "mrok". Nie chodzi tylko o lirykę, ale o całość koncertową - kostiumy, wokal, muzyka, zachowanie muzyków, rekwizyty, symbolika - wpisują się w określoną konwencję, której podstawą jest negacja, kontestacja, często nienawiść, agresja itd. Wokal w BM to z reguły charkot lub demoniczny skrzek - i już widzę chrześcijańskiego wokalistę jak charkocze o sile przyjaźni, czy potędze miłości O_o To byłoby niespójne. Dlatego zespoły grające metal chrześcijański powinny grać po prostu dobrą, ciężką muzę, bez czerpania z "black". Thrash metalu nie zaliczam do ekstremy. Te kapele są zróżnicowane, każda ma swój styl, tematykę i dlatego mogę sobie wyobrazić chrześcijański thrash, zwłaszcza, że muzycy na koncertach nie pozują na 'satanów', tylko zachowują się normalnie. Zwłaszcza lubię oldschool thrash, w rodzaju Overkill, Anthrax, Exodus, mimo że i tam zdarzają się różne dziwne teksty, ale w całość - nie jest wpisana programowa złowrogość, w przeciwieństwie do BM. To opinia katoliczki ale i metalmaniaczki, w drugim pokoleniu :) "Jeżeli chodzi o Polskę, możemy się „pochwalić” naprawdę sporą ilością kapel..." No właśnie. Ciekawe z czego to wynika? Polska jeśli chodzi o ilość, jest potęgą, większą od Skandynawii, uznawanej za ojczyznę gatunku, przy stosunkowo małej popularności w pozostałej części UE. Była jakaś teoria o zimnym klimacie, mentalności "Ludów Północy", potomkach Wikingów, ale ta wersja nie trzyma się kupy, bo choćby Niemcy, porównywalny klimat do polskiego, scena BM -malutka, Czesi chyba nie mają wcale. Ciekawe zjawisko.
anonim2013.12.17 8:59
To o czym dyskutujecie to nie żaden chrześcijański black metal tylko white metal. Wprowadzacie zamieszanie.
anonim2013.12.17 12:18
@ Sandra - skąd te dane, że mamy więcej zespołów metalowych od Skandynawii? W połowie lat 90, gdy nastąpiła eksplozja szwedzkiego death metalu i norweskiego black metalu, po polskiej prasie muzycznej krążyła anegdota, że każdy Szwed ma jakiegoś krewnego w zespole metalowym. Faktycznie, zespołów tych było mnóstwo. Do tego doszła zresztą wkrótce Finlandia ze swoimi patentami (fińskie zespoły zwykle opanowały chyba do perfekcji produkowanie melodyjnego bm i dm). A zresztą nawet gdyby było, tak jak piszesz, to tak naprawdę mało którym polskim zespołom udało się wybić i/lub wnieść cokolwiek nowego do tych gatunków. Zwykle najlepiej wychodzi / wychodziło im naśladowanie innych. Natomiast jeśli weźmiesz po kilka pierwszych lepszych z brzegu zespołów skandynawskich, to albo mamy zespoły nowatorskie, albo co najmniej nietuzinkowe. Entombed i Dismember - klasyka szwedzkiego death metalu, charakterystyczne brzmienie Sunlight Studio. In Flames i Dark Tranquillity - tzw. scena goteborska / gotenburska, melodyjny death metal. Wczesny Amorphis - wprowadzenie elementów folkloru do death metalu. Darkthrone i Mayhem - wiadomo co. Opeth - poszerzenie death metalu o elementy grania progresywnego. Arcturus - granie awangardowe. Itd., itp. A przecież mówimy o trzech małych krajach 6-9 milionowych. Co się zaś tyczy sceny niemieckiej, to może i mają niewiele zespołów bm i dm, ale to są ojcowie power heavy metalu (Helloween, Gamma Ray), i tam się to głównie gra.
anonim2013.12.17 12:58
Swoją drogą wydaje mi się, że przy całej krytyce black metalu za jego satanizm i niekiedy nacjonalizm/nazizm, skądinąd słusznej, zapomina się o dwu rzeczach. Po pierwsze, jak żaden inny genre metalowy, wypromował miłość do zimowych nordyckich krajobrazów (jak dla mnie ewidentny walor estetyczny) i/lub przyrody jako takiej, a po drugie - postawił na przekaz w językach ojczystych (norweski) lub pokrewnych (islandzki vide Enslaved). Dziś te motywy są ograne i odbiera się je jako stereotypowe, po prostu przyjmuje się, że Skandynawowie lubią śpiewać po swojemu i basta, ale na początku było to przecież absolutne novum. Przecież to też jest rodzaj patriotyzmu.
anonim2013.12.18 12:15
Super artykuł. Jestem wielkim fanem Crimson Moonlight. Teksty filozoficzno-teologiczne w duchu chrześcijańskim z motywem "miles christianus", czyli duchowej walki ze złem. Od kilku lat lubię wracać do "Veil of rememberence" jako najlepszej płyty w tym gatunku. Oprócz tego wspaniały Antestor z "Forsaken". Kolejny zespół to Slechtvalk i ich Tolkienowski klimat prawidłowo pojęty, bo w duchu chrześcijańskim. No i obowiązkowo EXTOL - wszystko tego zespołu. UN BLACK to bunt, ale prawidłowy... bo przeciwko diabelskiemu ścierwu.
anonim2013.12.18 13:18
@Simba, poczytaj teksty Crimson Moonlight z "Veil Of Rememberence", albo teksty EXTOL z ostatniej płyty. W durzej mierze zgadzam się z Tobą, ale generalizujesz, a to równie żenujące w rzeczowej i uczciwej dyskusji c'nie?. Zresztą co do wspomnianego WATAIN, wokaliście zadano pytanie, co myśli o chrześcijańskim black-metalu, wpadł w zadumę, zdziwił się... i powiedział; "to sprytne..." "bardzo spytne podejście, jestem ciekawy, chciałbym poznać tych ludzi, co myślą". Więc uważam, że nikt nie może się zasłonić, że był niewolnikiem danej subkultury, czy stylistyki która mu nie pozwalała pójśc za Jezusem. Dorbą nowinę głosi się wszystkim, bez wyjątku... owszem jak pisałem drażni mnie to o czym piszesz w zalewie tandety metalowej polanej sosem religijnego płytkiego przekazu, bo to bardziej groteskowe. ale jak się poczyta, że muzycy Antestor, czy Crimson Moonlight, mieli pogróżki śmierci ze storny zagorzałych satanistów i modlili się za tych którzy im grozili. Na koncercie Antestora nie tylko grożono, ale chciano ich zabić - to już nie są płycizny... http://www.tekstowo.pl/piosenka,crimson_moonlight,a_painting_in_dark.html z boku masz tłumaczenie po Polsku.
anonim2013.12.18 13:19
sory "dużej" - mea culpa
anonim2013.12.18 13:52
" ale to co potem założona przez jego uczniów organizacja wyrabiała nie miało wspólnego z dobrem." tak, było i jest wiele grzechów. Ale znów generalizujesz. Pozdro
anonim2013.12.18 18:00
BM ma podwójny przekaz-w sferze werbalnej może głosić dobro, ale na podświadomość działa sfera muzyczna, a ta to czysta agresja w BM.
anonim2013.12.18 20:11
nie agresja, tylko ekspresja...
anonim2013.12.19 20:03
Black metal jest skażony swoją historią i estetyką, która nie spadła z choinki lecz powstała w celu obrazowania właśnie tych satanistycznych tekstów. Jasne, można to wykorzystać do śpiewania o Bogu... nikt nie zabrania.
anonim2013.12.20 10:53
W muzyce metalowej podobałą mi się moc. Ale trzeba wypreparować tą moc od agresji. MOżna przejąc metalową moc, otwarte głosy(bo zdzierania zchrypiałych gardeł nie lubię) . Przykłąd tego jest choćby tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=rQHPszuhlas http://www.youtube.com/watch?v=VjKZacmbQ-g http://www.youtube.com/watch?v=sRogtbUclEE&list=PL9B863DADD26D5B85 To nie jest problem tylko black metalu, ale całej muzyki o dionizyjskim charakterze. Opisuję ten problem tutaj: http://misjakultura.blogspot.com/2013/01/zy-rock.html To jest problem zapomnienia, że formy materialne nie są obojętne, symbolicznie, treściowo, czy moralnie. One znaczą(nie tylko słowa znaczą), i działają. Można mówić o dwóch typach kultu. Ten pierwszy można określić również za F. Nietschem dionizyjskim, a te drugie apollińskim. pierwszy polega m. in. na przeważającej roli doświadczeń transowych, wyzwolenia od porządku-formy, instytucji. Innymi słowy, jak pisała Mary Douglas wiążąc rolę transu z tendencją antyrytualistyczną(sprzeczną z katolicyzmem- bo Msza święta jest Doskonałym Rytuałem- a jednak przez katolików przyjmowaną): „trans, jako forma oddzielenia będzie tym bardziej zaakceptowany i przyjmowany im słabsze będzie ustrukturyzowanie społeczności.” Być może dlatego tak dużą akceptacją cieszą się dzisiaj takie formy kulturowe, które w ową transowość się wpisują, jak choćby koncerty muzyki zbudowanej na bazie doświadczeń ekstatycznych, które zostały uznane przez kard. Ratzingera za sprzeczne z chrześcijaństwem: "Pomyślmy na przykład o dionizyjskim typie religii i jego muzyce, o której mówił Platon ze swego religijnego i filozoficznego punktu widzenia. W niejednej formie religii muzyka służy odurzeniu, ekstazie. Wyzwolenie człowieczeństwa z wszelkich ograniczeń, ku któremu zmierza właściwy człowiekowi głód nieskończoności, ma być osiągnięte poprzez święty obłęd, poprzez szaleństwo rytmu i instrumentów. Taka muzyka obala bariery indywidualności i osobowości; człowiek uwalnia się w niej od brzemienia świadomości. Muzyka staje się ekstazą, wyzwoleniem od własnego „ja", zjednoczeniem z wszechświatem. Zeświecczony nawrót tego typu przeżywamy dzisiaj w muzyce rockowej i pop, której festiwale są idącym w tym samym kierunku antykultem – żądzą niszczenia, zniesieniem barier codzienności i iluzją wyzwolenia od własnego „ja" w dzikiej ekstazie hałasu i masy. Chodzi tu o formy wyzwolenia, które są pokrewne działaniu środków odurzających i z gruntu przeciwstawne chrześcijańskiej wierze w zbawienie. " (Nowa Pieśń dla Pana s.193) "Przejawem podobnej postawy są zielonoświątkowe, „charyzmatyczne” i obecne w niektórych wspólnotach protestanckich „wylania ducha”, w których dochodzi do orgiastycznych scen, konwulsyjnych ruchów ciała i bezładnego bełkotu. Współczesna muzyka rozrywkowa powstała właśnie w takich warunkach: Dla zielonoświątkowców, jak sama nazwa wskazuje, największym darem Ducha Świętego jest dar mówienia językami, który umożliwia rozumienie, dar widzenia przyszłości i uzdrowienie. Paradoksalnie dar języków przejawia się poprzez całkowicie niezrozumiały bełkot i okrzyki „Alleluja”. Im mniej można go zrozumieć, tym bardziej wyraźny to dowód, że mówca stracił świadomość i nie ma kontroli nad tym, co jest mu przekazywane. Brak artykulacji uważa się za dowód boskiej inspiracji. Tak samo, jak „taniec w Duchu”, mimowolne okręcanie się i przytupywanie bez udziału woli, tiki, skurcze, drżenia, są oznaką błogosławieństwa. Michael Ventura w swoim opracowaniu historii muzyki rockowej wyprowadza genealogię terminu z obrzędów czarnych niewolników w południowych stanach USA. Kołysanie /rock/ kaznodziei oznaczało tam ekstatyczny, rytmiczny śpiew psalmów. Uczestniczyła w tym śpiewie cała wspólnota. Od przełomu stulecia a prawdopodobnie o wiele wcześniej istniał termin oznaczający uprawianie muzyki rockowej w kościele. Gdy w kościele śpiewano a nawet wykrzykiwano murzyńskie pieśni, kiedy klaskano zgodnie z rytmem, gdy pot spływał strumieniami a wierni popadali w omdlenie, mówili językami, unosili się i mieli świadomość e są wyzwalani, to było to rozumiane jako przejaw obecności Ducha św., nazywano to rockowaniem w kościele. Uczestnicy liturgii uprawiali kościelny rock. Tego rodzaju muzyka wywoływała w kościele kołysanie,entuzjazm. Na tym rocku, na tej skale był oparty ten kościół /chodzi o denominacje protestanckie amerykańskiego południa/, bardziej ni na skale Piotra. Okrzyki entuzjazmu, które się rozlegały, nie były ani krzykami rozkoszy ani krzykami śmierci, ale zespalały się i dźwięczały w jednym...zarówno śpiew Little Richarda jak i Janis Joplin , Arethy Franklin i Jamesa Browna i Bruce`a Springsteena, wszystkie te krzyki wywodzą się bezpośrednio z tych kościołów.” Wspominany już berliński teolog Rolf Fisher opisał dokładnie występowanie takich” podobnych do upojenia ekstatycznych stanów”, które niegdyś występowały w czasie liturgii a dzisiaj są poszukiwane w koncercie rockowym." (Ks. W. Kulbat, No future, http://wkulbat.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=375 (5.12.2013)) Związek między antyrytualizmem a różnymi przejawami ekstatyczności jest również widoczny w akceptacji dla tańców towarzyskich, w których przekracza się granice dystansów obowiązujące w danej kulturze. Cechą ekstatyczności jest bowiem również zagubienie granic zmysłowości. Można się spierać o to, czy takie zachowania podpadają pod kategorię ”transu”, natomiast widać wyraźnie że ich krytyka, tak samo jak i krytyka naruszeń zasad skromności w ubiorze i zachowaniu ustępuje wraz z umacnianiem się tendencji antyrytualistycznej w Kościele. Pamiętamy krytykę polki, walca, tanga, czy „nowych tańców murzyńskich”., nieskromnych strojów, plażowania, itd. Tańce i dionizyjskie misteria Kościół zwalczał zawsze, ale wraz z utratą kontroli nad kulturą musiał zmierzyć się z problemem ukształtowania jej przez antykatolicki, antyrytualny model, który wygenerował przemiany „szalonych lat dwudziestych”, a także rewolucji obyczajowej lat 60-ych poprzedniego wieku. Nawet w samym Kościele przyjęto te zmiany, czego przykładem jest praktyczna interpretacja tzw. inkulturacji. W jej imię do Liturgii włącza się dziś i te elementy( muzykę, i taniec) różnych kultur ludowych, które wpisują się z ekstatyczne formy religii i dlatego nie są do pogodzenia z katolicyzmem. Widzimy więc, że ma miejsce odrzucanie z kultur ludowych tego, co pomaga wierzyć, a przyjmowanie tego, co z wyznawaną wiarą jest sprzeczne. Obok przyjmowania dionizyjskich form kultu, występuje bowiem jednoczesna krytyka starej pobożności ludowej, jakoby była zakamuflowanym splotem pogańskich wierzeń. Pozdrawiam
anonim2013.12.21 11:51
Radzę poczytać Ratzingera o muzyce rockowej i jej przesłaniu a nie puszczać takie kaczki...Nie można przez narzędzie stworzone głównie do przekazywania treści antykulturowych i antychrześcijańskich oraz do obrażania Boga nagle go wychwalać . Będzie to po prostu obraza Boża . To tak jakby zer sztucznych penisów zbudować instalację ewangeliczną.
anonim2013.12.21 22:29
@JanuszK Oczywiście masz rację.